Francuski koncern energetyczny EDF liczy na to, że zmiana władzy w Polsce
pozwoli wywrócić ułożony za rządów PiS stolik z wykonawcami instalacji
jądrowych. Kto z niego wypadnie?
Thierry Deschaux, dyrektor generalny EDF w Polsce, rozpoczął w ostatnich
dniach ofensywę. Rozmowa z nim ukazała się najpierw w „Business Insiderze”,
potem informacje na temat planów francuskiego koncernu pojawiły się w
„Gazecie Wyborczej”. Ciekawostką jest jednak to, że z deklaracji szefa
francuskiego państwowego kolosa wynika, że nikt nie może być pewien wyniku
gry.
Za czasów rządów PiS stolik atomowy został ułożony z pominięciem francuskiej
spółki, która była największym przegranym rozdania Mateusza Morawieckiego i
Jacka Sasina nad Wisłą. Wydaje się, że jej powrót przede wszystkim zagrozi
interesom amerykańskiego Westinghouse. Potwierdzałyby to powyborcze
deklaracje Donalda Tuska dotyczące konieczności rewizji ustaleń atomowych. Z
deklaracji Deschauxa wynika jednak, że francuski koncern jest gotów rzucić
rękawicę także przedsiębiorstwom koreańskim będącym partnerami dla
konińskiego PEK Zygmunta Solorza, a nawet są gotowe do budowy SMR-ów,
czyli tak zwanych „małych reaktorów”, które ma budować konsorcjum
państwowego Orlenu i Michała Sołowowa. W tym momencie spółka deklaruje
jednak przede wszystkim chęć walki o drugą lokalizację dla tak zwanego
projektu „rządowego”, czyli elektrowni stawianych przez konsorcjum PEJ z
Amerykanami z Westinghouse w pierwszej lokalizacji, czyli nadmorskim
Choczewie. Francuzi deklarują, że ich projekt jest między innymi atrakcyjniejszy
cenowo.
Źródła: Business Insider, „Gazeta Wyborcza”, EDF


